Po Częstochowie od kilku dni grasuje oszust lub grupa oszustów, którzy w sklepach płacą za towar bezwartościowymi monetami z okresu PRL-u - ostrzega "Dziennik Zachodni". Do takiego przypadku doszło m.in. w jednym ze sklepów monopolowych w śródmieściu Częstochowy. Klient kupił butelkę wódki, piwo i papierosy. Miał za nie zapłacić 38 zł. Mężczyzna wyciągnął monetę o nominale 20 tys. zł. Ekspedientka nie chciała przyjąć pieniędzy. W tym momencie do sklepu weszło kilka osób, które zaczęły ją przekonywać, że takie pieniądze są w obiegu. Jak informuje gazeta kupujący alkohol mężczyzna zapewnił ekspedientkę, że właśnie w takim bilonie dostał od pracodawcy całą wypłatę. W końcu kobieta pieniądze przyjęła i wydała resztę z 200 złotych - mężczyzna zapewnił ją, że dwa zera na monecie o nominale 20 tys. zł to... znaki zabezpieczające. Podobny przypadek zdarzył się w oddalonej o kilka metrów drogerii. Tam kobieta, która sprzedała dezodorant również przyjęła monetę o nominale 100 zł. Scenariusz działania oszusta był taki sam. Tu, podobnie jak w opisanym wcześniej przypadku, pojawili się inni klienci, którzy zapewniali o autentyczności monety. Okazało się, że owa 100-złotówka to nic nie warta moneta z 1988 roku.