W Tajnej Służbie Jego Książęcej Mości (1) /addy/ - Dupa - pomyślał Kulawy Zenon, a co pomyślał, to i powiedział. - Dupa - powtórzył zaskoczony głębią swojej myśli. - Że niby jak? - zainteresował się Marian Podbipięta wyrwany z ponurej kontemplacji drzwi karczmy, przez które wyrzucono ich niespełna dziesięć minut temu. - Dupa, rzekłem - Zenon nie był dziś skory do zwierzeń. Nie miał zresztą ochoty strzępić po próżnicy języka wyjaśniając swojemu towarzyszowi meandry podstępnego planu wślizgnięcia się do karczmy, który i tak skazany był na porażkę, co właśnie doprowadziło Zenona do ostanich dramatycznych wypowiedzi. - Aaa, chyba że tak - zgodził się bystro Marian, po czym spróbował wysączyć ostatnie krople podłego napitku z wiśni, "Czarem Belzebuba" w tych okolicach zwanym, co zapewne miało związek ze smakiem siarki, delikatnie tłumionym owocami. Ich sytuacja nie była godna pozazdroszczenia. Dwaj wierni wojowie wyprawieni z tajną misją przez księcia Dyrdymiła najpierw przegrali swoje bojowe rumaki w słynącym z hazardu Lesie Wegas, następnie przepili wszystek talarów otrzymanych od księcia, zaś gdy zmęczeni legli na poboczu traktu, jakieś łapserdaki ukradły im miecze. Zaś w ostatniej karczmie odmówiono im skupienia butelek, a tamtejszy wykidajło przy pomocy buta wskazał im najkrótszą drogę do wyjścia. Zaiste, sytuacja naszych wojów nie napawała optymizmem. - Cii! - Kulawy Zenon najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że nikt oprócz niego nic nie mówi. - Ktoś jedzie! Marian przystrzygł włochatymi uszami. - Atoli! Wojowie czmychnęli za przydrożne krzaki wyglądając ostrożnie pomiędzy gałązkami. Rzeczywiście, traktem niósł się coraz wyraźniejszy stukot kopyt. Stukot narastał, stawał się coraz donośniejszy, aż wreszcie zza zakrętu wyłonił się samotny jeździec. Najwyraźniej kierował się do karczmy. Wojowie porozumieli się mętnym wzrokiem, jednak komunikacja wzrokowa okazała się nieco zawodna, gdyż Zenon wyskoczył na trakt tuż przed jeźdzcem wymachując rozpaczliwie rękoma, zaś Marian rzucił się do panicznej ucieczki. - Prr! - powiedział dzielny wój Spycigniew do swego wiernego rumaka, a mądre zwierzę w mig zrozumiało intencje pana i wstrzymało krok. CDN.