"Nasza Legia Ukochana" - Mark Z W czwartkowy wieczór mogliśmy się przekonać, że w UEFA są równi i równiejsi i polskie kluby musiałyby być 3 razy lepsze niż zachodnie, by awansować do dalszej fazy rozgrywek... Mecz Valencia - Legia rozpoczął się od huraganowych ataków piłkarzy warszawskiej Legii. Już w drugiej minucie zaskakujący strzał Kucharskiego trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Dwie minuty później pierwszorzędne rozegranie piłki w trójkącie Svitlica-Piekarski-Yahaya i ten ostatni wyszedł na czystą pozycję. W sytuacji sam na sam był wyraźnie faulowany przez hiszpańskiego bramkarza, jednakże sędzia zamiast rzutu karnego dał żółtą kartkę napastnikowi Legii za "symulowanie" faulu. Poddenerwowany tą sytuacją Yahaya wdał się w pyskówkę z arbitrem z Andaluzji i otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Osłabienie zespołu Legii tylko wzmogło determinację jej piłkarzy. Atakowali non stop. Sędzia, widząc co się dzieje, pokazał w dziewiątej minucie drugą czerwoną kartkę w tym meczu, tym razem Kucharskiemu, za to, że ten nie oddał sędziemu technicznemu kartofla, który trafił go w głowę, lecz odrzucił go z powrotem w trybuny. Za to jakże karygodne zachowanie otrzymał "zasłużoną" karę. To trochę osłabiło siłę uderzeniową i morale piłkarzy Legii. Hiszpanie zdobyli dwie bramki i prowadzili dwa zero. Ale grali żenująco słabo i bez pomysłu na grę. Za to Legia kwitła z każdą minutą. Szybkie, krótkie podania, gra z klepki, błyskawiczne rajdy, po których hiszpańscy obrońcy wyglądali na "zagubione dzieci we mgle", to wszystko sprawiało, że na grę Legii można było patrzeć z dużą przyjemnością i dumą. Aż żal, że Eurosport nie transmitował tego meczu. Może wtedy ci, którzy twierdzili, że kluby z Europy Środkowo-Wschodniej nie zasługują na grę w Lidze Mistrzów, zrewidowali by swoje poglądy... I wtedy właśnie, gdy wydawało się, że Legia uzyska kontaktową bramkę, Hiszpanie zdobyli trzeciego gola. Poprzedził go wybuch petardy tuż koło nogi bramkarza Legii, Kowalewskiego, który rozgrywał w pierwszej połowie znakomita partię. Petarda oślepiła na moment naszego bramkarza, co skrzętnie wykorzystał Djukić i strzelił bramkę. Na nic zdały się tłumaczenia naszego golkipera. Sędzia bramkę uznał, na dodatek pokazał naszemu zawodnikowi żółtą kartkę za to, że nie upilnował swojego pola bramkowego przed spadającą petardą. Po kilku minutach sędzia podyktował rzut karny. Była to kontrowersyjna decyzja. W wyskoku do górnej piłki Ilie rozbił łokciem łuk brwiowy Kowalewskiego. Sędzia widząc otarcie naskórka na ręce Rumuna, wskazał na "wapno". Była to kolejna z faworyzujących zespół gospodarzy, decyzja w tym meczu. Arbiter ponaglał Kowalewskiego, aby pospieszył się z zaprzestaniem krwawienia. W końcu doszło do wykonania rzutu karnego. Do piłki podszedł Aimar. Precyzyjnym strzałem tuż przy słupku chciał pokonać Kowalewskiego, ten jednak popisał się szybkim refleksem i obronił ten strzał. Radość Warszawian została szybko zmącona decyzją sędziego o powtórzeniu wykonania jedenastki, gdyż Kowalewski ruszył się z linii bramkowej przed strzałem Aimara. Powtórka. Do piłki ponownie podchodzi Aimar. Piekielnie mocny strzał i cudowna robinsonada Kowalewskiego! Niestety popychany przez Hiszpanów Gerasimovski przekroczył połową stopy linię pola karnego i sędzia zarządził powtórkę rzutu karnego. Za trzecim razem Aimar strzelił już celnie. Powtórki rzutu karnego nie było, choć w pole karne wbiegło, oprócz Aimara, trzech innych Hiszpanów. 4:0 do przerwy. Po przerwie sędzia prowadził już to spotkanie obiektywnie. Valencia do końca jednak drżała o wynik. Na tyle obawiano się Legii, że po uzyskaniu przez jej piłkarzy bramki kontaktowej, Valencia ruszyła do natychmiastowego ataku. Wynik 6:1 raczej przesądzał sprawę. 5:1 nie był taki pewny. Legia w dalszym ciągu mogła zdobyć brakujące jej 4 bramki, miała przecież na to ponad 15 minut. Myślę, że Legia wstydu nam nie przyniosła, na jej grę można było patrzeć z wielką satysfakcją. Czego nie mozna powiedzieć o takiej Wiśle, która została rozgromiona w dwumeczu przez Inter aż dwa do jednego. Wstydzić powinni się Hiszpanie. Gdyby nie sędzia, prawdopodobnie odpadliby z dalszych rozgrywek. Smutne to, acz prawdziwe...