„Jeden dzień z życia geodety”- Quentin Pewnego to piątku, o późnej dość porze Jechał sobie drogą Jaro na motorze. Docisnął do dechy nogą swą w gumiaku I jechał przed siebie nie zbaczając z szlaku, Rano on w sobotę miał być u swej panny Czysty i pachnący, słowem- nienaganny. Jechał był noc całą no i nie spał wcale Jednak się nie martwił. "Bawić się wspaniale Będę przez ten weekend"- tak powtarzał w duchu, A słowa przyjemnie brzęczały mu w uchu. Był jednak na miejscu. Motor w bok odstawił I cieszył się, że tak, na czas był się sprawił. Nie minęło nawet chwil parę, gdy Jara Już w drzwiach swego domu panna powitała. Dostrzegł jednak Jaro, że coś tutaj nie gra, A jego to panna niejasną minę ma. Poszedł z nią do domu i dostrzegł na stole Włączony komputer oraz Coca Colę. Zaraz zauważył Outlooka w ekranie, No i też Bocznicę dostrzec on był w stanie. Spojrzał na swą pannę, ona też na niego. "A cóż to?"- spytała "Znaczy mój kolego? Dlaczego ci ludzie co ich nie znam wcale Mówią tu o Tobie?"- wylewa swe żale. "Żeś pijak i pedał, że się z ludźmi bijesz I zamiast być grzeczny tylko wódkę pijesz." Zanim wytłumaczyć się zdążył nasz Jarek Już w twarz był otrzymał uderzeń dość parę. "Jeśliś taki człowiek"- panna mu marudzi "To się niepotrzebnie o me względy trudzisz. Nie chcę cię już widzieć, wyjście idź odszukaj, A ja e-mail popchnę do kolegi Luca. Wpadł mi chłopak w oko, pisze tak ciekawie, Że czuję iż to z nim lepiej się zabawię." I tak drodzy moi Bocznica tak daje Jednemu kłopoty, a drugiemu Maję* Hej *ale by były jaja jakby panna Jara miała na imię Maja :))))