"Wiersz o wojnie w Czeczenii"- Rafał Pewien człowiek w pewnym kraju Co to ludzie jeść nie mają Rzekł był do swoich doradców Który to kraj by wziąć jak swój Jego wujek w dawnych czasach Z afganami biegł po lasach Dziesięć lat ta wojna trwała Aż go w końcu śmierć zastała Duma kraju tak wielkiego Sprowadzona do małego Rzekł więc nasz bohater wtedy Napadniemy na kraj kiedy Zapomnimy o porażce Wyciągniemy wnioski zawsze Wybór padł na kraj górali Co by nasi się nie bali Wielki opór napotkali Okazali się za mali Całą armię wykończyli Jeszcze nigdy tak nie bili Historia się znów powtarza Śmierć czeka na dygnitarza Jednak jeszcze póki pora Orderami sypie z wora Nie ma co jeść głód i nędza Jednak nonor ich zwycięża Kraj na skraju poniżenia Orderami się docenia Co tam wojna jest przegrana Ale duma nie zachwiana Nie ma brata ani nogi Ale order jest mi drogi Dokuśtykam do komody I tam złożę okaz nowy Nim ten czyn zrealizował Kamienicy los zgotował Budowniczy się wycenił Jednak armii nie docenił I oto jak nam mawiano Kilka domów się złamało Winni byli terroryści Może żydzi i cykliści Tak naprawdę przepis prosty By domy ciężar uniosły Może by nie orderami Tylko lepiej dyplomami Dekorować oficerów Co na wojnie jest ich wielu Choć to chyba niemożliwe By wprowadzić dyrektywę By kraj który pokój ceni Dyplomami za to dzielił